sobota, 3 września 2011

Sto lat,Morucha!



Kiedyś: Zakompleksiony,wystraszony piesek bojący się własnego cienia...agresywny,uczony tej agresji notorycznie,z lekka zaniedbywane były jego potrzeby(nie mam tu na myśli np.ilości spacerów lub złego żywienia psa etc.).
Teraz:aktywny,żywiołowy pies,który czuje się spełniony(?).Uprawia 2 sporty,może dojdzie trzeci...Bardzo inteligentny i pojętny,jednakże nazbyt uparty i zadziorny,jak to terrier:).Jego właścicielka sporo nauczyła się przez te trzy dłuugie lata spędzone najpierw ze strachliwym maluchem,w teraźniejszości pewnym siebie psem w typie bordera całkiem pokaźnych rozmiarów:D .

Otóż dokładnie3 lata temu Morusek przyszedł na świat :).To trzy lata temu,lekko wychudzonego i przestraszonego pieska pewna niezbyt rozgarnięta dziewczynka schowała pod swój króciutki,różowo-biały sweter i zapewniła lepszy los.
Zapewne wielu z Was słyszało/czytało tę dość nietypową historię,dla upamiętnienia tej ważnej w dniu dzisiejszym chwili,piszę ją po raz setny,choć z miłą chęcią:

Był październik,miesiąc różańcowy.Jak zwykle szykowałabym się na różaniec,ale nie tego dnia.Miałam lekkiego lenia,więc odpuściłam sobie kościół w środę.Postanowiłam wyjść na dwór.W bramie spotkałam sąsiada,który trzymał na rękach małego,trzęsącego się psa.Pogłaskałam go a on wcisnął mi psa.Wiedziałam już,co mnie czeka.Smutek(rodzice nie zgodzą się na psa,co potem się okazało było prawdą)oraz radość(nareszcie moje największe marzenie się spełniło).Co było dalej?Czytajcie...
Kiedy stałam tak na klatce schodowej,z malutką kuleczką na rękach,obudziło się we mnie uczucie.Wiedziałam,że nie mogłam zostawić psa,nawet jeśli ktoś wcisnął mi go niemal siłą.Postanowiłam(ja)zatrzymać małego.Chodziłam z nim sobie pod swetrem na chodniku,każdy przechodzeń zwracał na mnie uwagę,a dzieci chciały takiego samego pieska.Cieszyłam się,że przyciąga uwagę.Postanowiłam w końcu zdobyć się na odwagę i pójść do mamy.Ale wcześniej spotkałam tatę.Wracał z pracy,nie chciał słyszeć o żadnym psie.Nawet nie spojrzał na małą kuleczkę pod swetrem.A to dziwne,bo zawsze tak z zapartym tchem słuchał o psach...
Mimo tego incydentu postanowiłam po 15minutach zanieść psa do domu.Jednak mama nie chciała za pierwszym razem wpuścić mnie z psem.Po chwili gdy się położyła,weszłam ukradkiem i zaniosłam psiaka do pokoju.Rozłożyłam mu ciepły koc,do tego jeszcze ułożyłam go wygodnie.Mama powiedziała w kuchni,że zastanowi się nad psem(a u mojej mamy to już coś).Byłam bardzo grzeczna tego decydującego dnia;wyniosłam śmieci,posprzątałam trochę w pokoju,a nawet starłam kurze czego często nie robię;P.

Aż się łezka w oku kręci...

Oto,jak zmienił się przez te kilka lat,pokazuje ta najnowsza fotografia.Diametralnie się zmienił przez te lata spędzone razem-owłosiał,nabrał ciałka,sporo też mierzy i waży biorąc pod uwagę dawniejsze lata i jego wymiary w szczenięcych latach.





Wszystkiego najlepszego kochany przyjacielu!Życzę ci spokojnego dożywania sędziwego wieku,a póki co ...przestań być takim zaborczym egoistą który zabawką się nawet nie podzieli z kolegą ^.^ .


Chewy

7 komentarzy:

  1. Wszystkiego najlepszego Morus!:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Morusiątko < 3 , wszystkiego najlepszego . Ucałuj go ode mnie .

    OdpowiedzUsuń
  3. Najlepszego ;]
    Świetny bloog ;]

    Pozdrawiam

    --------------------------------------------------
    http://kajtek-pinczer.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo spóźnione życzonka- STO LAT ;*

    OdpowiedzUsuń

Nie reklamuj się.Pisałam o tym w kilku postach,wytłuszczonym drukiem.Ale zawsze znajdą się osoby,co są ślepe na takie coś i oglądają tylko powierzchownie zdjęcia i kilka zdań.

Piszę tego bloga nie dla niesamowitej ilości wejśc i komentarzy.Dla twojej wiadomości,osobo reklamująca swój blog gdzie tylko się da-tutaj masz szansę się powstrzymać.

Wolę,aby więcej osób zwracało uwagę na TREŚĆ,niż komentowało.Oczywiście miło jest,gdy liczba SENSOWNYCH komentarzy ciągle wzrasta.Daruj sobie teksty typu "zapraszam do mnie".