Post nie zawiera ekstremalnych zdjęć latającego w powietrzu psa,ani tym bardziej zdjęć mojego terriera w akcji.Nie dzisiaj...

Zajęcia prowadzone były w grupie,widok chwilowych zajęć "indywidualnych" :)
O tak,o tak...w końcu wypaliło-przyjechaliśmy do klubu,Agility De Luks.
Było inaczej niż się tego spodziewałam.Ale jestem bardzo pozytywnie zaskoczona.Wrażenia opisuję poniżej.
Do plecaka spakowałam piłeczkę na sznurku , 2 dyski , bidon dla psa , kliker , smakołyki i aparat. Zapomniałam o lince treningowej,jednak na miejscu pani Iwona pożyczyła mi swoją.Jednak nie sprzedaję linki treningowej,nie wiedziałam że aż tak może mi się przydać...
Nasz "team" składał się z pudla dużego,border collie,owczarka belgijskiego,sznaucera olbrzyma i border terriera:).
Pani Iwona zaproponowała nam,że czasem będzie przyjeżdżała do naszego parku,bo równiez na Partynice ma dosyć daleko.
Było dużo ćwiczeń rzutów w parach,które ciągle ulegały zmianie,dużo teorii i jeszcze więcej praktyki,trochę indywidualnego czasu spędzonego z trenerką,a przede wszystkim-świetna,na prawdę wspaniała zabawa.
Na początku Morus był bojaźliwy,skrępowany i bardzo niesmiały.Rozluźnił się dopiero,gdy wyjęłam z plecaka frisbee i przyszła nasza kolej do "popisu" co kto umie:).Zaprezentowaliśmy kilka rollerów,leg overy(nieudane do końca jak się później okazało) i ósemkę między nogami.Pani Iwona orzekła,że nieźle nam poszło.Określiła na koniec zajęć Fujciaka jako "ciągle uśmiechającego się psa,który jest...no nie wiem,ma pełno energii i jest okropnie smieszny"-śmiała się.Wygląd Morusa nie był traktowany poważnie,wręcz zawadiacko.Ale nie przeszkadzało mi to,te momenty były zabawne;D.Oczywiście w grupie miałam najmniejszego psa,jak i również najmniejszą liczbę lat,czego się nie spodziewałam szczerze mówiąc.I w ogóle było świetnie-chociaż wiał silny wiatr,uważam ten dzień za jak najbardziej owocny.Morus pewnie też tak sądzi.Wiele nauczyłam się przez te kilka godzin.Kilka z tych elementów to cierpliwość , wiedza , precyzja , dyscyplina , skupienie i czujność. Czyli najważniejsze czynniki wpływające na twoją pracę z psem.Można dzięki zwykłej obserwacji stać się chociaż o kilka,kilkanaście % lepszym przewodnikiem psa.Wizyta (na pewno nie jednorazowa) w Agility de Luks uświadomiła mi,że "zwykły" (jak można nazywac zwykłym człowiekiem kogoś,kto trenuje z psem dogfrisbee,i całkowicie oddał się temu sportowi?) człowiek,każdy jeden,może osiągnąć coś z psem.Nie liczy się ile kto ma kasy,jakie ma buty i czy jest ładny.Ważne jest,jakiego ma psa,jak z nim pracuje i co sobą reprezentuje.Tak na prawdę tylko to się według mnie liczy w dogfrisbee.Przed nami seria trudnych ćwiczeń,wyrzeczeń na rzecz treningów,oraz dużo wiary w świetny team:Ola+Morus.

Obieganie musimy również poćwiczyć,pani Iwona poleciła nam wymyślić krótkie brzmienie tej komendy,i dokładnie ją przećwiczyć w domu i w naszym parku.
Floatery .Tego rzutu uczyliśmy się na moich pierwszych zajęciach.Szło mi nieźle,dopiero zaczynamy na serio przygodę z frisbee.
Jako zadanie domowe mam wykonywać też pojedyncze rzuty frisbee,wprowadzić własną komendę(w moim przypadku będzie to "łap".Mam ćwiczyć najlepiej w miejscu,gdzie pies nie będzie miał za dużo przestrzeni.Wybrałam kuchenne krzesło 8-) .
Koniecznie muszę potrenować też w parku bez psa z tatą dłuższe i krótsze rzuty.Coś w typie bekhendów.
Na koniec pani Iwona dodała,abym postarała się być bardziej otwarta w kwestii chwalenia psa,no i nie szczędzić słów "suuper" lub "doooobry Fujcio" .Mam też starać się być bardziej atrakcyjnym obiektem dla psa,energicznym.
Cena bezcennych porad,kontaktu z psiarzami i korygowania: 15zł.
Podsumowując: Dowiedziałam się,że w pod koniec kwietnia/początek maja są zawody DCDC,więc...
Na więcej "atrakcji" zapraszam za tydzień(?) w części II.
Chewy

Świetny teren do treningów :) Tylko pozazdrościć.
OdpowiedzUsuń"cierpliwość , wiedza , precyzja , dyscyplina , skupienie i czujność" - chyba przypisałabym to każdemu sportowi. Pracując gdziekolwiek z psem potrzeba ogromnej ilości cierpliwości, ale trzeba też umieć nagradzać psa, pokazać mu co nas zadowala.
Super, że klub tak ci się podoba, mam nadzieję, że będziecie już na przyszłorocznym DCDC :)
@Arkabc-nie tylko ty masz taką nadzieję:).Ja również sądzę,że być może otworzą się przed nami jakieś nowe drzwi,dzięki solidnym,regularnym treningom.
OdpowiedzUsuńNa pewno otworzą, wystarczy, że będziecie regularnie trenować :)
OdpowiedzUsuńMój ma legowisko typu ponton, genialne do prania i ogromne bo dla labradora, okazało się jednak że pies tak się w nie wciska, że zajmuje jego pół ;)
OdpowiedzUsuńMy na święta stawiamy na zabawki, pies też dziecko :P
no to tylko teraz trenujcie :)
OdpowiedzUsuńa jeśli DCDC to w jakim mieście? ;>
@mowmikingaNa DCDC jestem gotowa pojechać nawet do Sopotu:)
OdpowiedzUsuńAle świetna notka, też bym chciała chodzić na takie zajęcia. A mój pies nie umie się ani czołgać ani zdechł pies. Dla mnie zdechł pies jest niewykonalny. ^
OdpowiedzUsuńSuper! Mam nadzieję, że za niedługo będą wasze "latające" zdjęcia na blogu ; )
OdpowiedzUsuńZapraszam do nas ^^
www.przemyslenia-psa.blogspot.com
@Lotta
OdpowiedzUsuńPóki co mamy kilka.Zobacz w tematach:
WRZESIEŃ-"Lepsze jutro"
SIERPIEŃ-"Latający pies"
Wow,ależ ja wam zazdroszczę!Mój Azyl wcale nie gania za frisbee,mam nadzieję zobaczyć was na DCDC w maju.Pozdrawiam ;*
OdpowiedzUsuń