Czyli cytat,który został udowodniony naukowo,również przeze mnie:)
Ileż to razy byłam w dołku,bo coś nie wypaliło,czegoś nie dostałam,coś się popsuło...Siedzę sobie smutna.Aż tu nagle przychodzi Fujcio,i zaczyna zabierac mi kapcia.Oczywiście tego lewego,stara sztuczka żeby mnie rozweselić,bo ilekroć by to powtarzał,i tak zbiera mi się na śmiech widząc,jak terier z niezwykłą zwinnością z nim ucieka,natychmiast zaczyna go tarmosić i tylko czeka,aż wstanę i zaczniemy zabawę.
Albo jak płaczę.Zawsze gdy to wyczuje lub usłyszy,podbiega i liże po twarzy.Czasem sobie myślę,że wyciera mi łzy.Brakuje tylko tego,żeby przynosił husteczki:).Oh ten Fujcio.
Nieraz nakrzyczę na swojego psa,dostanie symbolicznego klapsa,szarpnę smyczą...ale on nie odgryzie się za to na mnie.Nie warknie,a tym bardziej nie ugryzie.No właśnie,i dlatego nigdy nie "oddam" Morusowi tego,co on mi dał.A dał mi wiele.Z posiadaniem psa idą w parze ze sobą i pozytywne,i negatywne emocje.I te dobre,i złe strony,choć najwięcej było oczywiście tych dobrych.Dobre to takie,że mam dużo psich przyjaciół,którzy podzielają moją pasję,mam prawdziwego przyjaciela,obrońcę,stróża i towarzysza zabaw w jednym,wiernego kompana którego traktuję jak członka rodziny,jestem śmiała w kontaktach w ludźmi.A na pewno śmielsza niż byłam do tej pory. Natomiast te złe to np.początkowe kłopoty,dużo napiętych sytuacji w różnych kwestiach.Nie rozumiem ludzi,którzy biją swoje psy,wyrzucają z domu na mróz,przywiązują swojego oddanego przyjaciela do płotu podczas gdy oni wesoło przekraczają granicę Polski...nie do pomyślenia.Jak wiele osób pisze-wstydzę się za swój gatunek.Niby jesteśmy inteligentni,zaradni...tsa,i inne duperele.Człowiek myślący nigdy nie zostawiłby jakiegokolwiek zwierzęcia domowego na mrozie,nie porzuciłby.Pies może nie jest do końca przyjacielem któremu zwierzymy się ze swoich problemów,z którym pójdziemy na lody,do kina,na zakupy...ale na pewno zasługuje on na nasz szacunek i miłość.Czasami jest mi po prostu żal tych wszystkich mód na rasy,wielkiego wyboru różnych umaszczeń i typów...ludziom się w głowie przewraca.Pies potrafi dać opiekunowi wszystko,wcale nie licząc na wzajemność,to samo zrozumienie którym obdarza człowieka.Właśnie za to najbardziej cenię sobie psy-że to jedyni prawdziwi przyjaciele człowieka.Twierdzę tak,ponieważ osobiście nie wierzę w prawdziwą przyjaźń.Nieraz się przekonałam,na czym ta "przyjaźń" polega...i pewnie nie tylko ja to wiem.Bo prawdziwych przyjaciół psiarza spotkasz na ...spacerze w parku.
Morus z ochotą do mnie przybiega,gdy go zawołam.W końcu kupiłam mu wymarzone smakołyki,trafione w same sedno jego psiego gustu.Jest nimi wprost wniebowzięty,dla nich zrobiłby wszystko.Ale jeszcze lepiej motywuje go zwykła piłka na sznurku,dysk lub ringo.Ogólnie rzecz biorąc wszystkie atrakcyjne dla niego zabawki,czyli nawet zwykła piłeczka tenisowa czy śnieżka.Teraz już bezpieczniej się czuję,gdy spuszczam go ze smyczy.Wiem,że nawet gdy się oddali,to jest szansa że na 99% natychmiast przybiegnie na zawołanie,bo doskonale wie,że magiczne kliknięcie oznacza pewną nagrodę w postaci aportu lub drobnego wołowego smakołyczka-paluszka.Bardziej się dogaduję z Morusem,odkąd na niego nie krzyczę,nie wymuszam,nie wymierzam prowizorycznego klapsa.Wiele się zmieniło,staram się na bieżąco czytać Przyjaciela Psa i Dog&Sport,ponieważ te magazyny wywieraja na mnie niemałe wrażenie,PP pomaga mi utrzymać dobre relacje z pupilem i pozytywnie go szkolić,natomiast D&S pozwala mi urozmaicać układ frisbee,zawiera praktyczne porady i świetne zdjęcia sportowych psów.Obecnie ćwiczymy targetowanie,idealne chodzenie i bieg przy nodze oraz turlanie piłki nosem.Zauważyłam teraz jak bardzo Morucha zmienił się przez te 3,rocznikowo prawie 4 lata.No i nauczył mnie cierpliwości i sztuki pojętnego rozumowania psich spraw:).
Dogfrisbee idzie nam całkiem nieźle.Powoli zaczynam rozumieć to wszystko,uczę się ciągle nowych rzeczy.W klubie byliśmy kilka razy,wolę indywidualną formę zajęć z powodu długich dojazdów do de Luks'a.Wolę na osobności spotykać się z Iwoną w parku,niż jeździć bezpośrednio do klubu.Ale czasem warto tam się udać,chociaż czeka nas wtedy godzinna droga-wielość psów,instruktorów i dobry teren to czynniki wpływające na pozytywne psie bodźce.Frisbee jest dla nas przede wszystkim wyzwaniem i dobrą zabawą.Dzięki temu wspaniałemu sportowi któremu całkowicie się oddaliśmy,Morus ma zapewnioną dostateczną dawkę ruchu,a ja ostatnio dostałam nawet 6 z pompek na wf-ie:).Jak ja to zrobiłam?Sama nie wiem...
A miłość wszystko przezwycięży.I bardzo się dziwię,że nawet kiedy nakrzyczę na psa,on potulny jak baranek przyjdzie do mnie i będzie trącał mnie w rękę,aż odsłonię swoją twarz i dam się polizać.A gdy już to uczynię,bardzo miło według Dziadka spędzę czas na intensywnym przeciąganiu ringa i rzucaniu psu aportu do góry.Gdyby nie te wszystkie markowe gadżety,ogromny wybór choćby zabawek czy misek dla psa ludzie zamiast zwracać uwagę na psie akcesoria,więcej czasu poświęciliby na spacer ze swoim pupilem w powyciąganych dresach,zasupłanej smyczy w ogóle nie patrząc na modę.Wtedy może zamiast znudzenia pupilem,właściciel dostrzegałby zdrowy niedosyt czasu spędzonego w pracy,zamiast z ukochanym psem.Ale nie ma rzeczy idealnych,a już na pewno nie w kwestii zwierząt,więc to tylko moje marzenia.I myślę,że nie tylko moje.Podsumowując-czasem sobie myślę,że swoją postawą i nieodpowiednim zachowaniem nie zasługuję na coś tak wspaniałego jak pies.




Kilka tygodni temu kupiłam Morusowi nową smycz,z Ami Play.Zapłaciłam tylko 20zł,w internecie znalazłam taką samą za 38zł(link).Co do koloru na początku nie byłam przekonana,ale Emilia (Lesh) mnie w końcu przekonała.No i do tego nasza nowa smycz jest odblaskowa:)
Tutaj można obejrzeć filmik z naszego aportowania.
Na koniec dodaję plakat wykonany przeze mnie i Paulę K. z okresu,gdy Dziadzio Fujcio był jeszcze szczeniakiem i nie przypominał włochatej szczoty klozetowej,a my miałyśmy po 11lat;) :
Obrazek może nie rewelacyjny,nie powala pod kątem szkicu czy dobranych kolorów-co z tego,ważne że jest nieprzeciętna pamiątka po szczenięcych latach Morusa,i po niezapomnianej cudownej osobie...niestety,nasze drogi z tą koleżanką się rozeszły.
Chewy





A więc, heh nie wiem od czego zacząć, tyle się tego nazbierało, ale to wszystko to niestety prawda. Ludzie nie doceniają swoich zwierząt, traktują je jak przedmiot, dziecięcą zabawkę którą zawsze można wyrzucić. Nie zasługują na psa, bo żeby na coś zasłużyć trzeba to poznać, musi nam na tym zależeć. Przez to schroniska ciągle są przepełnione, setki psów poddaje się eutanazji. Ale po co? Po co je ratować, szanować? Przecież to tylko psy... :(
OdpowiedzUsuńPrzyznaje, że ja również nie wierzę w prawdziwą przyjaźń, dla mnie każda osoba jest koleżanką/kolegą.
Dobra kończę po się rozpisałam, pewnie z pół strony zajmę :)
P.S nic nie szkodzi na przeszkodzie żebyś nauczyła Morusa przynosić chusteczki :PP
Uroczy jest ten obrazek ;)
OdpowiedzUsuńZdjęcia też super.
Pozdrawiam.
www.bernenczykbacus.blogspot.com
Masz pięnego pieska!!
OdpowiedzUsuńZapraszam do nas:http://male-serduszko.blogspot.com/
Śliczny obrazek :))
OdpowiedzUsuńI zdjecia świetne !!
Pozdrawiam. I zapraszam do mnie :)
Oj,tak długo czekałam na nowy post i zdjęcia twojego urwisa!Nareszcie są.Morus jest ślicznym psem,na prawdę ci zazdroszczę że on jest tak wyszkolony.Zamienimy się kiedyś psami,co?:)
OdpowiedzUsuńŚwietny post, jak Twój każdy + superowe fotki.:)
OdpowiedzUsuńPost szczery i bogaty w cudowne stwierdzenia :)
OdpowiedzUsuń@Mary - wątpię, aby Chewy chciała zamienić swojego kudłacza ;)
Pozdrawiamy !
Oj tak,nie zamienię go nawet za milion,bezcenny:)
UsuńChociaż nieraz mam szczerą ochotę oddac i dopłacić,kiedy źle się zachowuje...
Super post :)
OdpowiedzUsuńŚliczne zdjęcia i słodki Twój piesek Morusek :)
Świetnie rysujecie :)
Pozdrawiamy i zapraszamy do nas :)
PS. Obserwujemy ??
Fajny post bardzo refleksyjny i wgl bardzo mi się spodobał
OdpowiedzUsuń